– Tu od początku była napięta sytuacja. Nie chciałem być rozgrywany. Chciałem tylko pracować dla mieszkańców – mówi radny, który już rok po wyborach złożył mandat radnego osiedla Stare Miasto. Po tym, jak kolejnych jedenastu radnych złożyło mandaty, Rada przestaje istnieć. Rządzić będzie Zarząd Osiedla lub ktoś w rodzaju komisarza.
– Nie byłem pierwszym, który złożył mandat. Wcześniej uczyniła to jedna z radnych, wobec której zaczęto wysnuwać jakieś nie do końca uczciwe insynuacje – mówi były staromiejski radny, który woli wypowiadać się anonimowo.
– Od początku dyskurs nie dotyczył merytorycznych spraw związanych z życiem mieszkańców. Rada żyła głównie prywatnymi animozjami. Nie chciałem opowiadać się po stronie żadnego z obozów i dlatego dość szybko złożyłem mandat – wyjaśnia były radny.
Potem było tylko gorzej.
– Miałam kilka spotkań na komisji skargowej. To było szokujące, jak na siebie najeżdżali, krzyczeli, to było po prostu straszne – mówi Halina Owsianna radna miejska i przewodnicząca Komisji Skarg, Wniosków i Petycji Rady Miasta Poznania. To właśnie do niej na skargi przychodzili staromiejscy radni. Sama w charakterze obserwatora brała też udział w jednej z sesji Rady Osiedla Stare Miasto.
Straż miejska na straży obrad?
– Można się wymieniać jakimiś swoimi spostrzeżeniami, można się kłócić, można mieć inne zdanie, ale nie do tego stopnia, żeby tak to eskalowało, że przychodzą skargi do Urzędu Miasta. Nie można też stawiać Urzędu w takiej sytuacji, że to Urząd ma rozwiązać napięcia, kiedy nie ma do tego narzędzi. Nie mamy przecież straży marszałkowskiej, by ją wysłać na miejsce, by pilnowała porządku obrad. Był jednak wniosek, by straż miejska pilnowała obrad. To przecież nie jej kompetencje – wyjaśnia Owsianna.
Wniosek o zabezpieczenie obrad radnych osiedlowych nie był jednak zupełnie bezpodstawny. Faktycznie podczas sesji dochodziło do poszturchiwań i wymiany zdań na poziomie dalekim od przyjętych standardów na posiedzeniach tego typu gremiów.
– Nie chcę oceniać ale wszystko zaczęło się od przyniesienia na sesję siekierki przez radną Fedorską. W jakim celu? Nie wiem. Później kiedyś wpadła na naszą komisję trzymając legitymację i włączoną kamerę, bo jak mówiła ma prawo, bo jest jakimś redaktorem. Później było zrywanie kworum, by uniemożliwić głosowanie. Dla mnie to po prostu poziom piaskownicy – wyznaje Halina Owsianna.
Kto będzie rządził na Starym Mieście?
Złożenie przez jedenastu radnych mandatów miało być – jak twierdzą – aktem sprzeciwu wobec hejtu i prowadzonego sabotażu przez część radnych. De facto oznacza to rozwiązanie Rady Osiedla Stare Miasto. Kto więc teraz zajmie się jej kompetencjami? O to zapytaliśmy przewodniczącego Komisji Samorządowej.
– Grupa jedenastu radnych faktycznie złożyła rezygnację. Mimo że są jeszcze dwie osoby, które mogą wejść do Rady na ich miejsce (red. to osoby, które nie weszły do rady w wyborach, ale zajęły kolejne miejsca na liście), to ostatecznie suma radnych spada poniżej 2/3 statutowego składu, czyli poniżej 14 osób. W takim układzie będzie trzeba w przyszłym roku rozpisać wybory albo połączyć osiedle z innym – wyjaśnia przewodniczący Wojciech Chudy.
Co stracą mieszkańcy?
Jak sam jednak przyznaje, najbardziej prawdopodobną opcją, ale wymagająca jeszcze ustaleń i poparcia Rady Miasta jest taka, w której do przyszłorocznych wyborów „rządzić” będzie Zarząd Osiedla. Tylko jednak jak ten się na to zgodzi. W przeciwnym razie być może trzeba będzie powołać kogoś na wzór komisarza. Jedno jest pewne: Nie zyskają na tym mieszkańcy. Może być problem z organizacją wielu tzw. zadań miękkich jak np. zajęcia dla seniorów. Może być też problem z zapewnieniem ciągłości pewnych procesów inwestycyjnych.
– My jako Poznań faktycznie byliśmy w Polsce wiodącym ośrodkiem, gdzie rady powstawały. Wzorowały się na nas inne miasta, byliśmy dumni z tego. A co teraz? Skandal w samym centrum miasta – podsumowuje radna Owsianna.
Czytaj także: Park Wilsona czeka metamorfoza, a na Wildzie powstanie nowe centrum kultury. Są na to miliony






