Lech Poznań pokonał na wyjeździe Koronę Kielce 2:1, ale sposób, w jaki zdobył trzy punkty, miał dwa zupełnie różne oblicza. Do przerwy Kolejorz grał niemal koncertowo. Po zmianie stron musiał bronić się przed naporem gospodarzy i drżeć o wynik do ostatnich sekund.
Od pierwszego gwizdka Lech narzucił swoje warunki. Spokojne budowanie akcji, cierpliwość w rozegraniu i wysoki pressing szybko przyniosły efekt w postaci groźnych sytuacji.
W 18. minucie gospodarze pokazali jednak, że potrafią odpowiedzieć. Po dośrodkowaniu z lewej strony Antonin wrzucił piłkę na głowę Cebuli. Pomocnik Korony miał sporo miejsca i uderzył tuż obok słupka – tym razem skończyło się bez konsekwencji dla poznaniaków.
Kolejorz odpowiedział w najlepszy możliwy sposób. W 30. minucie wysoki odbiór przyniósł bramkę. Ishak przejął piłkę, zagrał do Jagiełły, a ten długim podaniem uruchomił Bengtssona. Szwed ruszył z dynamicznym rajdem i idealnie wyłożył piłkę Gholizadehowi. Irańczyk wykończył akcję płaskim, precyzyjnym strzałem. 1:0 w pełni zasłużenie.
Tuż przed przerwą Lech zadał drugi cios. W doliczonym czasie Ishak mocno uderzył z pola karnego, ale Dziekoński zdołał odbić piłkę. Do futbolówki dopadł Gholizadeh, minął rywala efektownym dryblingiem i dograł w pole bramkowe. Po zamieszaniu piłka trafiła do Milicia, który z bliska wpakował ją do siatki. 2:0 i pierwsze trafienie obrońcy w tym sezonie.
Oblężenie po przerwie
Po zmianie stron obraz gry całkowicie się odwrócił. W 53. minucie Korona złapała kontakt po rzucie rożnym. Dośrodkowanie spadło na głowę Mariusza Stępińskiego, który mimo asysty dwóch obrońców zdołał oddać strzał nie do obrony dla Mrozka.
Chwilę później było już bardzo gorąco. Po rzucie wolnym znów najwyżej wyskoczył Stępiński i ponownie pokonał bramkarza Lecha. Tym razem jednak sędzia dopatrzył się spalonego i gola nie uznał.
Druga połowa toczyła się pod wyraźne dyktando kielczan. Korona agresywnie atakowała, a Lech miał coraz większe problemy z utrzymaniem piłki i wyjściem z własnej połowy. Poznaniacy skupili się na defensywie i szukali okazji do kontr.
Jedną z nich mieli w czwartej minucie doliczonego czasu gry. Ismaheel zagrał na wolne pole do Ishaka, ale kapitan Lecha nie trafił czysto w piłkę z bardzo dobrej pozycji.
Ostatecznie Kolejorz dowiózł prowadzenie do końca. Po efektownej pierwszej połowie przyszły nerwy i walka o przetrwanie, ale trzy punkty pojechały do Poznania.





