17 lat czekania i nic

W ćwierćfinale rozgrywek pucharu krajowego Lech podejmował na własnym stadionie drużynę Górnika Zabrze. Mecz dwóch ekip w tym sezonie odbywał się po raz trzeci i za każdym razem były to spotkania wyrównane. Tym razem skończyło się porażką Kolejorza, co wcześniej nie miało miejsca. W tym sezonie nie uda się przerwać oczekiwania na tryumf w tych rozgrywkach, które trwa od 2009 roku. Lech odpada z Pucharu Polski, na swoim stadionie, przy niskiej frekwencji na trybunach i po słabym meczu.   

Pierwsza połowa 

Pierwsze 45 minut i optyczna przewaga drużyny z Poznania mogły sugerować przechylenie szali zwycięstwa na korzyść gospodarzy. Lechici lepiej umieli odnaleźć się w panującym na boisku chaosie. Były okazje, nawet kilka, aby zmienić stan meczu i wysforować się na prowadzenie. Żadna jednak nie została wykorzystana. Sam Mikael Ishak miał dwie świetne sytuacje, jedną zmarnował przestrzelając z okolic jedenastego metra, wtedy rozbrzmiał gwizdek, a sędzia liniowy wskazał spalonego. Druga sytuacja, to raczej dobra interwencja obrońcy Górnika, jednak można było uderzyć piłkę lepiej.

Środek pola to teren, który wyglądał jak “ziemia niczyja”. Ani Lech, ani Górnik nie umiały skutecznie rozgrywać piłki. Błędy popełniali wszyscy: Kozubal, Ali Golizadeh i przezroczysty w tym spotkaniu Pablo Rodriguez. Tempo było powolne i nużące.

Pomimo przewagi w posiadaniu piłki obrona miała okazję się wykazać. Interwencje po strzałach z szybkich ataków Zabrzan, do których za łatwo dopuszczali defensorzy, notował Bartosz Mrozek. Nic jednak nie trwa wiecznie. W 41 minucie, po kolejnym błędzie obrony, tym razem Skrzypczaka i Moutinho, Lukas Sadilek uderzył mocno pod poprzeczkę nie zostawiając szans bramkarzowi Kolejorza. Do przerwy 0:1. 

fot. wpoznaniu.pl

Druga połowa 

W drugiej połowie nie doszło jednak do odrobienia strat. Piłkarze Górnika sprawiali, że gra była bardzo “rwana”. Częste faule nie pozwalały Lechowi na złapanie rytmu. Sprzeczki między zawodnikami wprowadzały nerwową atmosferę, która rezonowała na każdego, kto był obecny na stadionie przy Bułgarskiej. Poskutkowało to czerwoną kartką dla członka sztabu Zabrzan.  

Po zmianach, widząc jak niepoukładany jest środek pola, gra opierała się na dośrodkowaniach. Udało się w ten sposób wywalczyć rzut karny. Drugi żółty, a w konsekwencji czerwony “kartonik” obejrzał Maksym Khlan. Przed szansą na wyrównanie stanął Joel Pereira. Karny został wykonany za lekko, za mało precyzyjnie i chwilę później Marcel Łubik, bramkarz gości, tonął w uściskach kolegów z drużyny.

Pozostało liczyć na wykorzystanie gry w przewadze i faktycznie Lechici przystąpili do ataku. Mnóstwo czytelnych, przecinanych dośrodkowań i niecelne próby z dystansu to obrazek, który towarzyszył do końca meczu. Coraz bardziej nerwowe były rozegrania i próby odnalezienia drogi do bramki. Nie pomogły próby z przewrotek w wykonaniu Luisa Palmy, który nie trafił w piłkę, ani Agnerego, który nie trafił w bramkę. Pod koniec meczu w rozegraniach uczestniczył nawet Mrozek ustawiony w okolicach środka boiska. Raz mogło się to zakończyć drugą bramką dla Zabrzan, ale Paweł Olkowski stwierdził, że nie uderzy na pustą bramkę i w zamian “ukradnie” trochę czasu. 

fot. wpoznaniu.pl

Podsumowując 

Lech odpada z Pucharu Polski i jednym z niewielu pozytywów jest to, że mało osób widziało tak słabą postawę drużyny. Na trybunach było nieco ponad trzynaście tysięcy widzów, pewnie głównie ze względu na termin rozgrywania meczu, który przypadł na środę. Jednak rywale na pewno nie przeoczą tego w jaki sposób można rozbroić Kolejorza, czego lekcję dała drużyna Górnika Zabrze. Należy mieć nadzieję, że to tylko ze względu na walkę o mistrzostwo i rywalizację w Lidze Konferencji drużyna Lecha dała w tym meczu taki “popis”.


Czytaj także: Posłowie założyli zespół ds. wspierania Lecha, Arki i Cracovii. Pytanie brzmi: Po co?

Adam Suwary
Zdarzyło się coś ważnego? Wyślij zdjęcie, film, pisz na kontakt@wpoznaniu.pl