W Powstaniu Wielkopolskim uczestniczyło nawet do 100 tysięcy powstańców, wśród nich znajdowali się nie tylko Polacy. Do zrywu dołączyli także obcokrajowcy. Niektórzy powstańcy pochodzili z tak odległych krajów jak chociażby Chiny. O obcokrajowcach, którzy dołączyli do Wielkopolan rozmawiam z Adamem Stryjakowskim, asystentem w Muzeum Powstania Wielkopolskiego 1918 – 1919.
Hubert Śnieżek: Ilu obcokrajowców walczyło po stronie powstańców wielkopolskich?
Adam Stryjakowski: Literatura zazwyczaj podaje, że po stronie powstańców wielkopolskich walczyło około 300 obcokrajowców. Należy jednak pamiętać, że ta liczba jest szacunkowa i wymaga przyjęcia jasnych kryteriów, aby ją dokładnie zweryfikować.
Trudność w ustaleniu dokładnej liczby wynika z dwóch głównych problemów: jak rozumiemy obcokrajowca oraz co uznajemy za Powstanie Wielkopolskie, a kogo traktujemy jako powstańca wielkopolskiego. Odpowiadając na pierwsze pytanie, to wśród wymienianych obcokrajowców zdarzały się osoby z rodzin mieszanych, gdzie jeden z rodziców był Polakiem, a drugi cudzoziemcem. Odpowiadając na drugą kwestię, to w powszechnym rozumieniu powstanie kończy się 16 lutego 1919 roku. Jednakże mimo zawartego wówczas rozejmu walki z Niemcami trwały dalej. Wielkopolska została włączona do Polski de facto dopiero w czerwcu 1919 roku, a granicę paszportową zniesiono dopiero 1 lipca 1919 roku. Czy zatem obcokrajowców służących w Wojskach Wielkopolskich między lutym a lipcem 1919 też traktować jako powstańców?
H.Ś.: Skąd brali się obcokrajowcy w szeregach powstańców?
A.S.: Obcokrajowcy w szeregach powstańców wielkopolskich brali się przede wszystkim spośród osób, które już znajdowały się na miejscu w Wielkopolsce. Raczej nie było sytuacji, jak w przypadku wcześniejszych polskich powstań, że ochotnicy specjalnie przybywali z zagranicy, aby dołączyć do powstańców.
Główne grupy, z których rekrutowali się obcokrajowcy, to jeńcy alianccy z okresu I wojny światowej, żołnierze-dezerterzy z armii niemieckiej oraz spolonizowani obcokrajowcy mieszkający w Wielkopolsce.
Wielu jeńców wojennych z państw Ententy, złapanych przez Niemców w trakcie wojny, było przetrzymywanych w obozach jenieckich na terenie Wielkopolski. W momencie wybuchu powstania, gdy obozy były opuszczane przez Niemców, część tych jeńców postanowiła przyłączyć się do Wielkopolan.
H.Ś.: Jakie były ich motywacje, by stanąć po stronie Wielkopolan?
A.S.: W pierwszej kolejności przyjrzyjmy się cudzoziemskim ochotnikom z państw Enenty. Przede wszystkim byli to jeńcy – Francuzi, Włosi czy Rosjanie – którzy byli przetrzymywani w niemieckich obozach na terenie Wielkopolski. Dla nich wzięcie udziału w powstaniu było okazją, by ,,dokopać” Niemcom i zemścić się za niewolę, a także odbić sobie wcześniejsze walki przeciwko Niemcom w I wojnie światowej.
Drugą główną grupą byli dezerterzy z armii niemieckiej. W wojsku Wilhelma II służyli bowiem obok samych Niemców liczni przedstawiciele mniejszości narodowych zamieszkujących na terenie Rzeszy – Duńczycy, Alzatczycy czy oczywiście Polacy. Większość z nich negatywnie nastawiona była do Prusaków, traktując ich jako zaborców, stąd służba u boku Wielkopolan była dla nich walką ze wspólnym wrogiem. Do tego pamiętać należy o żołnierzach pochodzących z rodzin mieszanych, którzy postanowili opowiedzieć się po stronie Polaków, a także o spolonizowanych Niemcach, którym z różnych względów (np. religijnych, ważnych szczególnie w przypadku osadników z katolickich regionów Niemiec) czasem bliżej było do Wielkopolan niż Prusaków.
H.Ś.: Jakie role pełnili w powstaniu?
A.S.: Niektórzy walczyli w pierwszej linii, z bronią w ręku. Inni byli oddelegowani do działań na tyłach, takich jak zabezpieczanie różnych obiektów. Warto przy tym zaznaczyć, że nie wszystkim obcokrajowcom w pełni ufano. W przypadku jeńców z armii rosyjskiej, mając na względzie rewolucję bolszewicką i pierwsze polsko-rosyjskie starcia na Wschodzie, często zachowywano rezerwę.
Mówiąc o działaniach za linią frontu warto przywołać przypadki kobiet, które angażowały się w pomoc Wielkopolanom. Przykładem jest pani Siems, Amerykanka, żona lekarza z St. Louis, która znajdując się w Wielkopolsce w momencie wybuchu powstania zaangażowała się w tworzenie sanitariatu polskiego w Mogilnie.
Niektórzy cudzoziemscy żołnierze posiadali natomiast rzadkie i przydatne zdolności, które warto było wykorzystać. Jednym ze słynnych przykładów jest Afrykańczyk Sam Sandi, który potrafił prowadzić samochód, co w tamtych czasach było stosunkowo rzadką i bardzo przydatną w nowoczesnej armii umiejętnością. Choć jego udział w zwyczajowo rozumianym Powstaniu Wielkopolskim jest niepotwierdzony, tak jego zdolności bardzo przydały się w późniejszych Wojskach Wielkopolskich, gdzie został kierowcą w eskadrze lotniczej.
H.Ś.: Jak wyglądały ich relacje z Polakami?
A.S.: Relacje obcokrajowców z Polakami były z reguły pozytywne. Jeńcy wojenni, którzy przebywali dłużej w niewoli, często mieli już styczność z miejscowymi Polakami, ponieważ byli kierowani do prac polowych w gospodarstwach. Dzięki temu nawiązywały się znajomości, a czasem nawet przyjaźnie. Niektórzy nawet nauczyli się naszego języka!
Bardziej „egzotyczni” ochotnicy często zdobywali dużą popularność. Dobrym przykładem jest tu Chińczyk Chén Défú, który już przed 1918 rokiem spolonizował się, przyjął katolicyzm oraz imię Zdzisław Józef i pod nazwiskiem Czendefu walczył w powstaniu. W okresie międzywojennym był rozpoznawalny, a na jego temat powstawały artykuły.
Podobnie było z żołnierzami ciemnoskórymi, z których najsłynniejszym przykładem jest wspominany już Sam Sandi. Był on popularny i rozpoznawalny, a jego udział w Wojskach Wielkopolskich był doceniany. Widać to po zachowanych relacjach i wzmiankach w prasie czy nawet rysunkach. Później był również znany jako zapaśnik.
Natomiast jak już wspomniałem trzymano pewną rezerwę wobec Rosjan, z przyczyn już opisanych.
H.Ś.: Co się z nimi działo po powstaniu?
A.S.: Większość cudzoziemskich powstańców, którzy pochodzili z armii alianckich, wróciło z powrotem do swoich krajów. Niektórzy jednak zostali, czego dobrym przykładem jest właśnie Sam Sandi, który po powstaniu pozostał na stałe w Polsce, założył rodzinę i brał udział w walkach bokserskich. Był w owym czasie dość popularną osobą w kraju.
H.Ś.: Czy obcokrajowcy z Powstania Wielkopolskiego są w jakiś sposób upamiętnieni?
A.S.: Pamięć o wkładzie cudzoziemców w Powstanie Wielkopolskie pojawiła się tak naprawdę bardzo wcześnie. Weźmy na przykład Włocha Novizzo Cittadiniego, który zgłosił się jako ochotnik do walki w powstaniu. Niestety nie udało mu się dotrzeć na front w wyniku wypadku z bronią. Został ciężko ranny i zmarł w szpitalu już po zakończeniu powstania. W marcu 1919 roku odbył się jego uroczysty pogrzeb z udziałem delegacji włoskich oraz polskich. Była to taka forma manifestacji braterstwa polsko-włoskiego.
Dziś jednak, ogólnie rzecz biorąc, w przestrzeni publicznej nie ma zbyt wielu form upamiętnienia obcokrajowców z Powstania Wielkopolskiego. Istnieją pojedyncze tablice na cmentarzach lub groby z informacją, że dana osoba była powstańcem wielkopolskim. Pomysły, by to zmienić, pojawiają się już jednak w głowach różnych lokalnych działaczy i pozostaje życzyć, by się zrealizowały!




